Recenzja: OnlyBio | Hair Balance maska do włosów średnioporowatych i peeling do skóry głowy

Recenzja: OnlyBio | Hair Balance maska do włosów średnioporowatych i peeling do skóry głowy


Witam moi mili. Generalnie coraz częściej zmieniam produkty do włosów. Zaczęłam o nie jeszcze bardziej dbać i używać więcej przemyślanej pielęgnacji. Już dawno bardzo ciekawiły mnie produkty OnlyBio, więc musiała pojawić się ich recenzja.Około półtora miesiąca temu na wyprzedaży w Rossmannie dorwałam maskę dla średnioporów oraz peeling do skóry głowy na który polowałam od jakiegoś czasu. Dziś maska się już skończyła, więc jestem gotowa podzielić się opinią :)

Informacje o produkcie
Maska do włosów średnioporowatych z linii Hair Balance to rozwiązanie dla przesuszających się włosów z tendencją do puszenia. Łuska włosa domyka się, dzięki czemu włosy są bardziej gładkie i lśniące. Maska zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego.

Peeling do skóry głowy zawiera białą glinkę i pestki moreli, które pomogą pozbyć się nadbudowanych na skórze głowy pozostałości po stylizacji i pielęgnacji, a kwas mlekowy delikatnie usunie martwy naskórek.

• Produkt: OnlyBio maska do włosów średnioporowatych i peeling do skóry głowy Hair Balance
• Cena: 24.99zł/400ml | 22.99zł/ 125ml
• Gdzie kupić: Rossmann.pl | Onlybio.life

Działanie
Zacznijmy może od peelingu i jego świetnego zapachu. W produkcie wyczuwalna jest odświeżająca mięta, co bardzo przypadło mi do gustu.
Peeling ma kolor kremowy i zawiera dość spore, twarde drobiny moreli, które delikatnie osypują się podczas masowania głowy. Peeling jest dość mocno gęsty, przez co nie wychodzi tak łatwo z opakowania. Trzeba się trochę nawyciskać. Aplikator niestety nie do końca mi odpowiada. Wolę nałożyć gęstą pastę na palce i wsmarować ją bezpośrednio w skórę głowy. Przez swoją gęstość gubi się trochę we włosach.
Drobin jest na tyle dużo i są na tyle twarde, że bez problemu radzą sobie z wymasowaniem głowy. Podczas mycia pojawia się delikatny chłód, który powoduje olejek miętowy. Już przy spłukiwaniu czuć przyjemne odświeżenie skóry głowy i odbicie włosów u nasady.

Maska, podobnie jak peeling ma przepiękny, ale słodkawy, landrynkowo-cukierkowy zapach, który dość długo pozostaje na włosach.
400 ml produkty zamknięte jest w plastikowym opakowaniu z dużym otworem przez który łatwo wydostać maskę.
Jak być może już wiecie, ja bardzo lubię nakładać maski jak odżywkę przy codziennym myciu włosów. Jedne maski się do tego nadają bardziej, inne mniej. Wszystko zależy od ilości oleii i maseł w składzie. Tu znajdziemy ich sporo, bo mamy olej słonecznikowy, rycynowy, awokado i ze słodkich migdałów. Do tego glicerynę i witaminę E.
Włosy po użyciu maski są lśniące i łatwo się rozszczesują, ale mam wrażenie, że po jakimś czasie maska obciąża włosy, szczególnie u nasady i szybciej się przetłuszczają.
Mimo wszystko maska sprawdza się idealnie używana raz czy dwa razy w tygodniu na 40 lub więcej minut. Po zabiegu włosy są puszyste, miękkie, gładkie i lśniące. Do tego pachną bardzo przyjemnie.


Skład
Maska: Aqua, Cetearyl Alcohol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Ricinus Communis Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Tocopherol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum, Linalool.

Peeling: Aqua, Cetearyl Alcohol, Kaoiln, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, Behenamidopropyl Dimethylamine, Sodium Cocoyl Isethionate, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil, Lactic Acid, Arnica Montana Flower Extract, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Menthol, Citric Acid, Parfum, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Parfum, Linalool.

Ocena końcowa
Oba produkty bardzo przypadły mi do gustu ze względu na skład, cenę, zapach oraz szatę graficzną. Chętnie sprawdzę również inne warianty masek i odżywek od Only Bio. Co do peelingu to będę nadal szukać tego jedynego, ale ten serdecznie mogę polecić :)
A czy Wy próbowaliście już kosmetyki do włosów od OnlyBio? Jaki macie typ włosa? Może polecicie jakieś fajne maski z dobrym składem, które mogłabym wypróbować. :D
Recenzja: BodyBoom | Peeling kawowy do ciała Cannabis Oil

Recenzja: BodyBoom | Peeling kawowy do ciała Cannabis Oil


Witam ponownie kochani. Dziś mam dla Was recenzję osławionego już peelingu do ciała od marki Bodyboom. Jest to siostrzana marka Faceboom, którą stworzyła Bielenda.
Peelingi kawowe Bodyboom zbierają świetne recenzje, ale czy rzeczywiście są takie dobre? Miałam przyjemność otrzymać od Bielendy peeling z olejem konopnym, który był prezentem w paczce z nową pompeczką do pianki do mycia buzi Faceboom. Tak, Faceboom wydało wadliwą partię pianek w których pompki po prostu się psuły. Reklamacja przebiegła sprawnie i nie było problemu z wymianą :)

Informacje o produkcie
Peeling kawowy Przebojowa Konopia Cannabis Oil to peeling do ciała na bazie kawy, który ma złuszczać, nawilżać i regenerować skórę. Ma dać nam odrobinę odprężenia oraz wprowadzić w błogi nastrój. Olej z konopi ma również odbudowywać płaszcz hydrolipidowy naskórka oraz uregulować wydzielanie sebum.


• Produkt: BodyBoom Peeling Kawowy Cannabis Oil
• Cena: 30g/ 11.99 zł /100g/25 zł
• Gdzie kupić: Bielenda-sklep.pl | Mintishop.pl | Rossmann.pl

Działanie
Produkt znajdziemy w papierowym, ale śliskim opakowaniu, które możemy wygodnie zamknąć. Opakowanie ma duży plus za śliski papier z recyklingu, który pod wpływem wody nie mięknie.
Szczerze mówiąc spodziewałam się bardziej olejkowego peelingu, jednak jest on dość sypki i nie tak łatwo przykleja się do skóry. Całkiem sporo produktu spada do brodzika. Kolejnym plusem jest fakt, że peeling nie brudzi łazienki. Kawa lubi zostawiać ślady, a tu wystarczy spłukać granulki i brodzik czy wanna powinny być względnie czyste.
Peeling pachnie interesująco, jakby kwaśną kawą z kakao. Być może nie każdemu ten zapach przypadnie do gustu.
Granulki są ostre, ale podczas masowania skóry delikatnie rozpuszczają się.
Niestety u mnie ten peeling wywołuje delikatną reakcję alergiczną w postaci podrażnienia. Wszystko przez składnik Sodium Chloride, czyli sól, która nie lubi się z moją skórą. Każdy jeden peeling solny wywoływał u mnie podrażnienie, głównie na łydkach.
Ogólnie skład jest bardzo dobry. Oprócz kawy robusta i oleju konopnego znajdziemy tu jeszcze cukier brązowy, który uwielbiam w peelingach, kakao, które zmiękcza skórę, mój ukochany olej arganowy, olej makadamia, zawierający kwas oleopalmitynowy, który skutecznie uelastycznia i nawilża skórę oraz witaminę E, która jest silnym przeciwutleniaczem.
Generalnie po zastosowaniu skóra jest mięciutka, gładka i przyjemna w dotyku przez kilka dni.
Samo działanie bardzo mi się podoba, jednak forma i sól w składzie już nie.


Skład
Coffea Robusta Seed Powder, Sodium Chloride, Sucrose, Parfum, Macadamia, Ternifolia Seed Oil, Cannabis Sativa Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Olus Oil, Theobroma Cacao Seed Powder, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Tocopherol.

Ocena końcowa
Nie mogę powiedzieć, że ten peeling jest zły. Myślę, że komuś innemu może się bardzo spodobać. Jeśli nie kupię go sobie, to z pewnością dorzucę w przyszłości rodzinie i przyjaciołom do prezentów urodzinowych czy świątecznych, może nawet teraz na Wielkanoc.
Tak poza tym, znalazłam w Leroy Merlin przepiękne brokatowe króliczki, które tak bardzo mi się spodobały, że muszę je kupić. Polecam, są przeurocze <3

A Wy już próbowaliście peelingów od BodyBoom? Która wersja jest Waszą ulubioną?

Recenzja: Farmona | Wygładzający balsam do ciała my'Bio Fińskie BioOdżywienie Algi Błękitne

Recenzja: Farmona | Wygładzający balsam do ciała my'Bio Fińskie BioOdżywienie Algi Błękitne

Witam kochani! W sumie zastanawiałam się, którą recenzję puścić dla Was jako pierwszą – balsam do ciała od Farmony czy peeling kawowy od Bodyboom. Zdecydowałam się na balsam, ponieważ praktycznie go wykończyłam a warto powiedzieć o nim kilka słów.
Przyznam, że kupilam go na promocji za około 13 zł i jestem mega pozytywnie zaskoczona. Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej opinii.

Również chcialabym wspomnieć, że na moim instagramie otwieram nową serię pięciominutowych makijaży. Od kiedy zaczęłam pracować na pełen etat po prostu zakochałam się w szybkich, codziennych makijażach, które nie zabierają dużo czasu a podkreślają urodę.
Oczywiście te bardziej szalone i kolorowe również będą pojawiać się na insta, ponieważ jak pewnie już wiecie jestem fanką kolorów!
Zapraszam do śledzenia moich social media :D
Instagram | Facebook

Informacje o produkcie
Fińskie BioOdżywienie Algi Błękitne to wygładzający bio-balsam do skóry suchej i bardzo suchej. Balsam ma intensywnie i długotrwale nawilżać, wygładzać i uelastyczniacz skórę. Krystalicznie czysta, podziemna woda termalna zawarta w produkcie ma za zadanie chronić skórę przed wpływem czynników zewnętrznych. Odpowiedni dla vegan i vegetarian.



• Produkt: Farmona wygładzający balsam my'Bio Algi Błękitne
• Cena: 19.99 zł / 400 ml
• Gdzie kupić: Sklep.farmona.pl | Hebe.pl | Empik.pl

Działanie
Tak jak napisałam we wstępnie, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, chociaż się tego nie spodziewałam. Firma Farmona kojarzyła mi sie raczej z cukrowymi peelingami do ciała Tutti Frutti, które bardo żadko kupowałam. Tutaj jednak to piękne opakowanie oraz cena zwróciły moją uwagę.
Balsam a raczej mleczko do ciała pachnie dość delikatnie i kremowo. Jest to przyjemny zapach, który moim zdaniem powinien być tolerowany przez większość użytkowników. Niestety zapach ten nie utrzymuje się zbyt długo na skórze, co dla mnie jest małym minusem.
Balsam nie jest zbyt gęsty i bardzo łatwo wydostaje się z pompki. Tutaj niestety pojawia się kolejny minus, ponieważ już przy 1/3 balsamu pompka nie wypluwa tak łatwo produktu. Zdecydowanie utrudnia to użytkowanie, szczególnie, kiedy chcemy szybko nasmarować skórę lub jesteśmy zbyt zmęczeni, by bawić się w przechylanie, otwieranie buteleczki i wytrzepywanie kremu.
Przejdźmy więc do plusów, bo tutaj jest ich sporo. Zacznę od tego, że nie jest to balsam do bardzo suchej skóry. Super przyjemnie nawilża i wygładza, jednak może być niewystarcząjący dla wymagających osób.
U mnie to mleczko sprawdziło się idealnie. Wsmarowuje się szybciutko i nie robi znienawidzonych przeze mnie smóg z którymi trzeba się bawić, by wpracować je w skórę. Nie roluje się podczas wsmarowywania i szybko wchłania. Na drugi dzień nadał czuć przyjemne wygładzenie, co zdecydowanie uwielbiam.
Skład również jest całkiem poprawny.


Skład
Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Glycerin, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glyceryl Stearate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Plankton Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Crithmum Maritimum Extract, Laminaria Digitata Extract, Laminaria Hyperborea Extract, Theobroma Cacao Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Triethyl Citrate, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Xanthan Gum, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance)

Ocena końcowa
Mimo problematycznej pompki z pewnością wrócę jeszcze do tego produktu, szczególnie jeśli pojawi się na promocji. Chętnie sprawdzę również inne warianty tych balsamów oraz resztę produktów z kolekcji my'Bio.

Poznaliście już balsamy albo inne produkty z serii my'Bio od Farmony? Sprawdziły się? :)
Recenzja: Rzęsy Ardell | Demi Wispies Black | Studio Effects 110 | Naked Lashes 424

Recenzja: Rzęsy Ardell | Demi Wispies Black | Studio Effects 110 | Naked Lashes 424

Witam moi drodzy. Dla wielu z Was sztuczne rzęsy nadal mogą stanowić trudny temat. Wiem, że dużo kobiet marzy o pięknym, kocim spojrzeniu, ale totalnie nie wie jak zabrać się za kupno sztucznych rzęs. Które wybrać? Te na pasku? Czy może kępki? Jaka jest między nimi różnica? Które rzęski idealnie nadają się początek przygody?

Przyznam szczerze, że moje początki z klejeniem sztucznych rzęs były słabe. Zanim nauczyłam się je dobrze przyklejać, straciłam kilka par tańszych i droższych rzęs. Jednak w tym temacie praktyka czyni mistrza.
W dzisiejszym poście chciałabym podzielić się moją opinią na temat rzęs marki Ardell, które uważam za idealne dla osób początkujących, jak i dla każdego, kto chce nadać wyrazistości swoim oczom.
Jeśli macie ochotę, to w następnym poście przygotuję dla Was mały poradnik jak kleić rzęsy, jaki klej wybrać i czym się kierować. Dajcie znać w komentarzach co myślicie o takim wpisie :D

Tak, właśnie rzęsy marki Ardell polecam dla osób początkujących! A dlaczego? Ponieważ rzęsy tej marki nie tylko są stosunkowo tanie, ale również świetnie wykonane.

Rzęsy Demi Wispies Black, to idealna propozycja na co dzień. Rzęski nie są ani za krótkie, ani za długie. Sprawdzą się świetnie przy opadającej powiece, by optycznie otworzyć oko w codziennym makijażu. Wyglądają naturalnie. Nie dają sztucznego efektu zbyt mocnych, przerysowanych rzęs. Są mięciutkie i osadzone na przeźroczystym, elastycznym pasku, który bardzo dobrze dopasowuje się do kształtu powieki. Są to jedne z moich ulubionych rzęs tej marki. Wykonane są z włosów ludkich. W sklepach internetowych kosztują około 10-15 zł. Można je kupić: Ezebra.pl | Cocolita.pl | Rossmann.pl.

Rzęski Ardell Studio Effects 110 podobnie jak Demi Wispies Black wykonane są z wysterylizowanego włosia ludzkiego. Włosie jest miękkie i osadzone są na elastycznym pasku, który idealnie dopasowuje się do powieki.
Rzęsy z linii Studio Effects wzbogacone są o kępki w zewnętrznych kącikach, dzięki czemu zapewniają efekt pełniejszych rzęs. Nie obciążają oka. W sklepach internetowych kosztują około 12-16 zł. Można je kupić Ezebra.pl | Cocolita.pl | Ekobieca.pl.

Dla osób ceniących jeszcze bardziej naturalny efekt polecam rzęsy z serii Naked Lashes 424. Są to tak samo lekkie, miękkie rzęsy na niewidocznym, elastycznym pasku, ale o nierównej długości. Są delikatnie puszyste i dość krótkie, więc fajnie wpasowują się w linie rzęs podkreślając ją, lecz nie obciążając. Nie wyglądają karykaturalnie, dzięki czemu idealnie nadają się na co dzień. Również wykonane są z włosia ludzkiego.
Jedynym minusem jaki zauważyłam, była różnica w trwałości. Dość szybko się zniszczyły i trzeba na nie uważać, ponieważ są tak delikatne, że łatwo je rozerwać. Być może był to jakiś mój błąd w użytkowaniu i dlatego nie posłużyły mi tak długo jak inne modele, więc dam im jeszcze kiedyś szansę. W sklepach internetowych kosztują około 12.50-15 zł. Można je kupić: Ekobieca.pl | Cocolita.pl | Ezebra.pl.

Znacie rzęsy marki Ardell? Które podobają się Wam najbardziej i które najczęściej nosicie? :D

Czym jest puder myjący do twarzy? Jak zrobić puder oczyszczający z mąką owsianą?

Czym jest puder myjący do twarzy? Jak zrobić puder oczyszczający z mąką owsianą?



Dzień dobry kochani. Czy kiedykolwiek używaliście pudru myjącego do twarzy? Jest to produkt od dawna znany w pielęgnacji skóry, ale muszę przyznać, że dopiero niedawno zaczęłam interesować się tematem pudrów. Wszystko dzięki marce Faceboom i ich pudrowi enzymatycznemu do mycia twarzy, który jest moim małym hitem, ale o nim opowiem w kolejnym poście.
Dziś chciałabym opowiedzieć Wam jak używać takiego kosmetyku oraz jak zrobić go w domu. Tak! Można zrobić go w domu, a koszt to dosłownie kilka złotych.

Czym jest puder myjący?
Dobry puder do mycia buzi powinien mieć prosty skład i składać się głównie z glinki, mąki owsianej oraz różnych dodatków takich jak ekstrakt z róży, skrobię ryżową, ekstrakt z papai, woda z szałwi oraz oleje.

Mąka owsiana – bogata jest w witaminy A, B, D, K, E oraz mnóstwo minerałów takich jak magnez, wapń, żelazo czy potas. Ekstrakt z owsa jest świetnym przeciwutleniaczem a dzięki zawartości witaminy E oraz polifenoli doskonale spowalnia procesy starzenia się skóry. Ponadto dzięki zawartości saponin idealnie sprawdza się w roli naturalnego, delikatnego detergentu do mycia. Wykazuje również właściwości zmiękczające, nawilżające, antyoksydacyjne i zmiękczające naskórek. Jest to świetny składnik dla skór suchych oraz wrażliwych.

Glinki – tu najlepiej wybrać dobrze zmieloną glinkę i dopasować ją do potrzeb skóry. Najlepiej oczyszczającą glinką będzie zielona, ale przez swoje silnie absorbujące właściwości może nie sprawdzić się przy cerach wrażliwych i delikatnych. Do tego przy codziennym stosowaniu może wysuszyć skórę. Ja osobiście używam glinki błękitnej, która nie tylko wspomaga gojenie się trądziku ale odżywia tkanki i sprzyja regeneracji naskórka. Cery wrażliwe powinny polubić się z delikatną glinką białą lub różową.


Jak zrobić puder i jak go używać?
Aby przygotować puder musimy kupić mąkę owsianą lub zwyczajnie zmielić płatki owsiane.
Łączymy 1/3 wybranej glinki z 2/3 mąki owsianej. Dodatkowo możemy dodać kilka kropel ulubionego olejku eterycznego.
Następnie wystarczy wysypać w zagłębienie dłoni nie dużą ilość pudru (około pół łyżeczki) i wymieszać z odrobiną wody i gotowe! Powstałą papką myjemy twarz.
Jest to naprawdę prosty przepis i każdy z nas jest w stanie wykonać go w domu.
Puder możemy stosować rano i wieczorem, by totalnie zrezygnować z innego produktu do mycia buzi lub zamiennie z ulubionym kosmetykiem do oczyszczania.

Puder nie tylko do mycia.
Pudru równie dobrze możemy używać w formie maseczki. Wystarczy większą ilość powstałej papki zostawić na twarzy na około 15 minut. Do maski możemy dodać kwas hialuronowy, który wspomoże nawilżenie cery.

Puder sprawdzi się też w formie peelingu do twarzy czy ciała. Jeśli chcemy uzyskać fajny, delikatny peeling mechaniczny, do proszku wystarczy dodać trochę drobno zmielonych migdałów (najlepiej z łupinkami).
Zaparz kawę, wypij a fusy wymieszaj z pudrem i ulubionym olejem – w ten sposób uzyskasz cudny peeling do ciała.

Co sądzicie o takim kosmetyku? Czy kiedykolwiek próbowaliście pudrów do twarzy? A może robiliście je sami? :D
Biocosmetics | Mój ulubiony peeling, czyli czym jest korund i jak działa zielona glinka

Biocosmetics | Mój ulubiony peeling, czyli czym jest korund i jak działa zielona glinka


Witam piękni ludzie. Posypało nam śniegiem z czego nie jestem zadowolona, bo zwyczajnie nie lubię zimna i nie mogę doczekać się wiosny. Kto z Was lubi zimę zostawia komentarz :D

Dziś mam dla Was post do którego zdjęcia zrobiłam baaaardzo dawno temu. Tak dawno, że zapomniałam, iż nadal są w moim folderze z postami do przygotowania.
Opowiem Wam trochę o najlepszym peelingu na świecie, czyli korundzie oraz zielonej glince, a z kolejnymi postami chciałabym przedstawić Wam działanie najbardziej popularnych glinek kosmetycznych.
Jestem pewna, że prawie każdemu z nas obiły się o uszy glinki, ale korund? Zacznijmy więc od omówienia tego gagatka.

CZYM WŁAŚCIWIE JEST KORUND. JAKIE MA WŁAŚCIWOŚCI I KTO MOŻE GO STOSOWAĆ

Korund to tak zwany tlenek glinu, czyli minerał, który od lat stosowany jest w gabinetach kosmetycznych do mikrodermabrazji. W skrócie - mikrodermabrazja to zabieg kosmetyczny, polegający na oczyszczaniu skóry przez ścieranie zewnętrznych warstw naskórka. 
Korund kosmetyczny dostępny jest nie tylko dla kosmetologów, ale również dla każdej osoby chcącej przeprowadzić domową mikrodermabrazję.

Jak wykonać taki zabieg w domu?
Przede wszystkim potrzebujemy korundu. Ja nigdy nie odmierzam ilości, ale wydaje mi się, że 1/2 łyżeczki powinna starczyć na jeden zabieg. Korund mieszamy z ulubionym olejkiem i okrężnymi ruchami masujemy buzię oraz szyję przez kilka minut omijając okolice oczu.
Można również pomieszkać kilka olejków, dodać kilka kropel kwasu hialuronowego, lub zwyczajnie połączyć odrobinę korundu z ulubionym żelem do twarzy.

Jak często wykonywać zabieg?
Jak wiadomo peeling powinniśmy wykonywać minimum raz w tygodniu, ale w zależności od cery każdy z nas powinien dostosować częstotliwość do własnych potrzeb. Ja zazwyczaj wykonuję peeling 2 razy w tygodniu przy czym jeden jest standardowy a drugi delikatny.
Z korundem warto jednak uważać. Znajoma kosmetolog powiedziała mi, że korund powinniśmy używać nie częściej niż raz na 10 dni! Korund jest naprawdę ostrym zdzierakiem i przy zbyt częstym używaniu może zwyczajnie uszkodzić naskórek.

Kto powinien uważać na tlenek glinu?
Na pewno osoby z cerą naczynkową. Odradzałabym w tym przypadku używanie mocnych zdzieraków. Najlepiej zaopatrzyć się w peelingi enzymatyczne. Również osoby z mocnymi wypryskami/cerą trądzikową powinny uważać, by nie podrażnić skóry i dodatkowo nie roznieść wyprysków po twarzy.
Pamiętajmy, by korundu nie stosować z samą wodą oraz silnymi kwasami. Może to poważnie podrażnić skórę.

ZIELONA GLINKA I JEJ OCZYSZCZAJĄCA MOC

Zielona glinka jest jedną najpopularniejszą z glinek. Wiele z nas kojarzy ją z silnym oczyszczaniem. I słusznie!

Czym jest glinka zielona?
Glinkę wydobywa się z głębokich pokładów krzemionkowo-aluminiowych. Zawiera około 20 soli mineralnych, w tym krzem, sód, potas i magnez. Bogata jest również w szereg mikroelementów i pierwiastków.

Jakie ma właściwości i u kogo się sprawi?
Zielona glinka świetnie sprawdzi się u cer tłustych, trądzikowych oraz łojotokowych. Jest jedną z najsilniej działających glinek, dlatego świetnie oczyszcza, matuje i lekko złuszcza naskórek. Ma właściwości dezynfekujące oraz gojące. Ma również moc, która naturalnie odtłuszcza skórę na czym z pewnością zależy posiadaczom cer tłustych. Glinka ta pomaga również zahamować powstawanie bakterii na naszej skórze, dzięki czemu uspokaja cery trądzikowe. Osobiście zauważyłam też, że bardzo delikatnie rozjaśnia skórę. Ma też właściwości ściągające, co pomaga w walce ze zmarszczkami.

Jak wykonać zabieg z wykorzystaniem glinki i jak często?
Przede wszystkim nigdy nie używam do rozrabiania glinki metalowych elementów, ponieważ mogą one wejść w reakcje z produktem. Najlepiej sprawdzają się plastikowe miseczki i syntetyczne pędzelki.

Ja mieszkam czubatą łyżeczkę glinki z jedną łyżeczką wody. Jeśli widzę, że papka jest zbyt gęsta dodaję jeszcze odrobinę wody, lub gdy jest zbyt rzadka dodaję odrobinę glinki. Mieszkam do uzyskania gładkiej masy.
Do glinki warto użyć wody przygotowanej lub ulubionego hydrolatu.

Pamiętajmy też, by nie pozwolić glince zaschnąć na buzi. Podrażnia to wtedy skórę i na własnej buzi przekonałam się jak nieprzyjemne i swędzące mogą być plamy w miejscach, gdzie glinka była sucha jak wiór. Aby glinka nie zaschła, warto dodać kilka kropel ulubionego olejku i oczywiście spryskiwać maseczkę wodą z atomizera.

Mask Time: Faceboom maseczka z różową glinką, idealna dla cer tłustych i mieszanych

Mask Time: Faceboom maseczka z różową glinką, idealna dla cer tłustych i mieszanych


Witajcie kochani! Jak czujecie się po świątecznej przerwie? Ja mam się naprawdę dobrze, ale nie będę owijać w bawełnę i przyznam, że przez ostatnie 2 miesiące kompletnie straciłam wenę. Mogliście to zauważyć, chociażby na moim intstgramie. Przestałam publikować zdjęcia oraz odpuściłam pisanie bloga, chociaż dopiero co wróciłam. Uznałam, że lepiej będzie zacząć wtedy, kiedy poczuję przypływ energii, by nie zanudzać Was słabymi makijażami oraz recenzjami napisanymi w byle jaki sposób. Uważam, że czasami każdy z nas potrzebuje takiej przerwy. Mi zrobiła ona bardzo dobrze. Pozbierałam myśli, spędziłam trochę czasu z bliskimi i przyjaciółmi, przemyślałam wiele spraw i przygotowałam dla Was sporo nowych recenzji oraz makijaży, które w międzyczasie dopracowywałam.
Dziś zacznę od recenzji maski z glinką różową od Faceboom – marki, którą ostatnio pokochałam! 


Informacje o produkcie
Produkt jest naturalną, detoksykująco-kojącą maską do twarzy. Nadaję się do każdego rodzaju skóry, w szczególności mieszanej i tłustej, ale również do suchej, delikatnej i skłonnej do podrażnień. Powstała na bazie naturalnej wegańskiej formuły.
Nie zawiera SLS, PEG-ów, parabenów ani olei mineralnych. 

• Produkt: Faceboom maseczka z różową glinką
• Cena: 9.99 zł/ 40g
• Gdzie kupić: Bodyboom.pl | Rossmann.pl | Drogerianatura.pl | Cocolita.pl

Działanie
Maseczka ma bardzo lekką, wodnistą konsystencję. Spodziewałam się raczej czegoś bardziej kremowego w stylu typowych masek z glinką. Ma kolor delikatnie różowy, ale po zaschnięciu robi się kompletnie przeźroczysta i matowa.
Po nałożeniu maski odczuwam delikatne pieczenie, szczególnie w miejscach, gdzie mam większe niedoskonałości lub ranki. Być może jest to spowodowane składnikiem Gluconolactone, który jest naturalnym antyoksydantem i należy do grupy polihydrokwasów (PHA).
Maseczka przez swoją konsystencję nakłada się bezproblemowo, jednak radziłabym uważać przy jej otwieraniu i wyciskaniu. Niestety mi wyskoczyła za pierwszym razem na podłogę :) Zmywa się również szybko i łatwo.
Maska zasycha na buzi podobnie do glinki, ale jest odrobinę bardziej komfortowa w noszeniu. Polecałabym jednak zwilżanie maski wodą lub hydrolatem, tak jak to robimy w przypadku czystej glinki, by uniknąć kompletnego zaschnięcia a następnie ściągnięcia (i/lub podrażnienia skóry). 
Zapach jest dość intensywny, podobny do reszty zapachów z tej serii.
Maska ma delikatne działanie złuszczające oraz wygładzające. Po zastosowaniu twarz wydaje się być jaśniejsza, gładsza oraz przyjemnie oczyszczona. Najlepsze efekty widać po regularnym stosowaniu ( u mnie raz, czasami dwa razy na tydzień).
Maska ma również bardzo ładny skład. Zawiera min. glinkę różową – jedną z łagodniejszych, glinkę zieloną, którą świetnie oczyszcza i kontroluje wydzielanie sebum, skrobię ryżową, która pomaga w matowieniu skóry, kalaminę, która łagodzi podrażnienia, kwas mlekowy, który wspomaga nawilżenie oraz ekstrakt z lotosu i hibiskusa
.  


Skład
Aqua (Water), Propanediol, Kaolin, Oryza Sativa (Rice) Starch, Gluconolactone, Argilla, Calamine, Montmorillonite (Pink Clay), Illite, Lotus Corniculatus Flower Extract, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract, Lactic Acid, Xanthan Gum, Glycerin, Quartz, Potassium Sorbate, Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate.

Ocena końcowa
Zdecydowanie polecam te maseczkę! Już po pierwszym zastosowaniu widać różnicę w czystości skóry, aczkolwiek nie jest to bardzo silny efekt. Potrzeba trochę czasu, by zobaczyć super efekty. Jej delikatna konsystencja oraz ładny skład sprawdzą się przy każdej cerze :)


Poznaliście już produkty marki Faceboom? Kto z Was używał już różowej maski z glinką i jakie są Wasze odczucia?

Makijaż back to school | Makijaż do pracy

Makijaż back to school | Makijaż do pracy


Witam wszystkich ponownie na moim blogu. Mam za sobą długą przerwę, ale od dawna bardzo chciałam znowu zacząć pisać. Nie było mi łatwo wrócić, ale w końcu wzięłam się w garść i odświeżyłam swoje kanały.
Przez ten cały czas sporo się uczyłam, dlatego teraz chciałabym znowu dzielić się z Wami swoją wiedzą. Pokażę Wam jak się malować oraz porozmawiamy sobie o kosmetykach do pielęgnacji czy włosów. Będę publikować recenzje produktów oraz tutoriale i porady makijażowe.

Dziś przygotowałam dla Was coś na dobry początek trudnego roku szkolnego. Makijaż back to school.
Makijaż ten musi być lekki, podkreślający urodę, ale nie za mocny. Pozostawmy czerwone szminki i smokey eyes na weekendowe wyjścia z przyjaciółmi, a na co dzień skupmy się tym, co w szybki sposób pomoże wydobyć z nas piękno.

Makijaż back to school nada się również do pracy. Sama taki robię. Wykonuję go zazwyczaj 30 min, ale ja lubię wstawać wcześniej, spokojnie zjeść śniadanie, umalować się popijając kawę. Obecnie mam na to czas. Jednak pewne etapy tego makijażu możemy pominąć lub przyśpieszyć, dzięki czemu makijaż ten wykonamy w maksymalnie 15 minut.


Co będzie Ci potrzebne do wykonania tego makijażu?
Podkład - jeśli Twoja skóra jest w dobrej kondycji przygotuj lekki/nawilżający, najlepiej mineralny podkład. Skup się na wyrównaniu kolorytu skóry, a nie doskonałym zakryciu zaczerwienień. 
Do tego makijażu użyłam podkładu Eveline Selfie Time. Niestety przez jego nieciekawy skład używam go tylko wtedy kiedy nie mam czasu lub chęci do wykonania idealnego makijażu. Szybko się rozprowadza, ma ładny kolor oraz lekkie krycie. 

Jeśli na co dzień szukasz jednak mocniejszego krycia, to spokojnie możesz użyć matującego/dobrze kryjącego podkładu. Nałóż jedną lub dwie cienkie warstwy, by nie obciążyć za mocno skóry. 

Korektor - korektor o średnim kryciu, którego używasz po oczy możesz również użyć, by zbudować większe krycie na twarzy. Po prostu nałóż korektor w miejsca, które nadal przebijają spod podkładu. Resztkę korektora, którą masz na gąbce/pędzlu/palcu wklep w powieki. Dzięki temu cienką warstwą zakryjesz i wyrównasz kolor oraz stworzysz bazę pod rozświetlacz. Obecnie używam świetnych korektorów z Sensique High Coverage Liquid Concealer. Dają lekkie krycie w stronę średniego i satynowe wykończenie. 

Puder - zaaplikuj cienką warstwę swojego ulubionego pudru. Ja używam pudru ryżowego z MySecret. Ładnie matuje, nie wyświeca się zbyt szybko, ale łatwo z nim przesadzić. Niestety trochę wybiela, ale na co dzień, gdy nie robimy zdjęć, nie używamy lamp puder sprawdza się dobrze. Ostatnio dodaję również pudru bananowego na centralne miejsca na twarzy oraz miejsca narażone na ścieranie przez maseczkę - czyli broda, żuchwa, boki nosa oraz policzki. Można zrezygnować z tego kroku i oszczędzić czas.

Konturowanie - dla zaoszczędzenia czasu możesz skorzystać z paletki w której znajduje się róż, bronzer i rozświetlacz. Trzymają ją razem z kosmetykami, które używasz na co dzień. Dzięki temu nie będziesz tracić czasu na otwieranie opakowań, odkładanie kosmetyków na miejsce oraz zastanawianie się który kosmetyk dziś użyć. Wydaje się głupie, ale to na prawdę pomaga przyśpieszyć malowanie. 
Dobre jakościowo paletki znajdziecie na przykład w marce Paese, Eveline, Wibo, Makeup Revolution. 
Z rozświetlenia możesz również zrezygnować. Najlepiej korzystać z rozświetlającego różu oraz bronzera z drobinkami. Dzięki temu nasza skóra zyska naturalny blask. 
By nadać buzi młodzieńczy wygląd nałóż róż nie tylko na policzki, ale również na boki czoła oraz nos. 
Na powieki zaaplikuj palcem rozświetlacz, który optycznie otworzy nasze spojrzenie. 
Dodatkowo możesz wykonturować powiekę tym samym bronzerem lub (i) różem. Makijaż będzie spójny i naturalny. 

Kredka i żel do brwi - tutaj wszystko zależy od tego w jakim stanie są Twoje brwi. Ja lubię spędzić nad nimi nieco więcej czasu, niż nad resztą makijażu. Niestety mam trochę dziur, które lubię wypełnić. Jest jednak jedna złota zasada - im naturalniej, tym lepiej. 
Jeśli Twoje brwi są gęste nałóż na nie koloryzujący żel, by podkreślić ich kolor i kształt. Ewentualnie dorysuj kredką bardzo cienkie włoski i wypełnij ubytki. Nie martw się jeśli nie wyjdą Ci idealne. Brwi nie muszą być takie same, dokładnie wyrysowane, ponieważ nasze twarze nigdy nie są idealnie symetryczne. Opcjonalnie nałóż jeszcze bezbarwny żel, który utrwali je na cały dzień. 

Tusz - ja lubię użyć zalotki, Ty możesz ominąć ten krok. Wybierz swój ulubiony tusz, najlepiej wodoodporny (w szczególności latem). Nie baw się w doklejanie sztucznych. Szkoda na to czasu, a w szkole źle mogliby na to patrzeć. 

Na koniec możesz spryskać buzię hydrolatem lub ulubioną mgiełką utrwalająca, by makijaż się scalił. 


Dajcie znać jak podoba się Wam ten makijaż i jak wygląda Wasze codziennie przygotowywanie do szkoły lub pracy. Jakich kosmetyków używacie i ile czasu zajmuje Wam wykonanie takiego basicowego makeupu Jak zawsze pełną listę produktów, które użyłam znajdziecie na moim instagramie :D
Recenzja: Yope | Mleko owsiane naturalna odżywka i szampon

Recenzja: Yope | Mleko owsiane naturalna odżywka i szampon


Cześć kochani. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do marki Yope. Zawsze kojarzyła mi się z dobrymi składami mydełek w płynie do rąk. Gdy w promocji udało mi się zgarnąć zestaw do włosów Mleko owsiane, byłam pewna, że produkty będą idealne do codziennej pielęgnacji włosów. Niestety, jak to się mówi - nie oceniaj po okładce. W moim przypadku ładne opakowanie i znana marka nie przełożyły się na pozytywne odczucia. Jestem wręcz wkurzona i mam obawy przy każdym nałożeniu szamponu na włosy. Niżej dowiecie się dlaczego.

Informacje o produkcie
Bogate w witaminy, flawonoidy, sole mineralne i związki mineralne organiczne wyciągi z limonki, awokado, kozieradki, figi i melona koją i pielęgnują skórę głowy, wzmacniają i zmiękczają włosy, ułatwiają ich rozczesywanie i przyspieszają wzrost. Do szamponu dodaliśmy też odżywcze mleko owsiane, nawilżający składnik uzyskany z cukru kukurydzianego oraz aminokwasy z pszenicy, które przyciągają wilgoć i wnikają do wnętrza włosów. Powstała łagodna formuła, idealna do codziennego stosowania. Delikatnie myje, nie obciąża włosów, pozostawia je miękkie, lśniące i elastyczne.

Mleko owsiane dba o utrzymanie włosów w dobrej kondycji. Zawarte w nim proteiny chronią przed uszkodzeniami, odżywiają i poprawiają elastyczność, dzięki czemu włosy są mniej łamliwe. Aminokwasy z pszenicy przyciągają wilgoć, wnikają do wnętrza włosów i nawilżają je od środka. Recepturę wzbogaciliśmy organicznymi wyciągami: z limonki (odświeża i tonizuje), figi (wzmacnia i chroni włosy), melona (nawilża), awokado i kozieradki (odżywiają). To wszystko, czego włosy normalne potrzebują do codziennej pielęgnacji, by utrzymać dobrą formę.



• Produkt: Yope Mleko owsiane szampon i odżywka
• Cena: 19.99 zł / 170 ml/ 300 ml
• Gdzie kupić: Yope.me | Drogeriapigment.pl | Ekobieca.pl | Superpharm.pl

Działanie
Niestety szampon bardzo mnie rozczarował. Ma nieco rzadką konsystencję, więc wydawać by się mogło, że będzie łatwy w zmyciu. A tu wielkie zaskoczenie - szampon bardzo trudno się zmywa. Przy moich włosach za ramiona mam bardzo duży problem z usunięciem szamponu. Co bym nie robiła włosy są tłuste, ciężkie i oklapnięte. Wyglądają tragicznie. Jedynym sposobem, który ratuje sytuacje jest rozwodnienie szamponu w kubeczku.
Niestety włosy na drugi dzień są już tłustawe. Nigdy nie miałam takiej sytuacji z innymi szamponami. Yope słabo się pieni, przez co mam wrażenie, że nie domywa skóry włosów.
Bez odżywki włosy są splątane i niezbyt przyjemne w dotyku.
Zapach jest też trudny do opisania. Pomijając fakt, ze mam problemy z opisywaniem zapachów, to tutaj jest on po prostu dziwny. Trochę słodki, może lekko waniliowy, ale perfumowany. Nie jest on ani nie znośny, ani na tyle przyjemny, by się nim pozachwycać. Nie pozostaje długo na włosach.
Plus za skład, opakowanie z pompką, które lubię oraz łagodny detergent myjący.

Odzywka jest dość rzadka, przez co potrafi przelać się przez palce. Moim zdaniem opakowanie jest dość nie poręczne. Mokre ręce mają problem z otwieraniem opakowania, do tego wygina się co utrudnia sprawę. Zamykanie buteleczki to również niełatwa sprawa.
Ogólnie powiedziałabym, że odżywka jest taka zwykła. Oczywiście nie będę w 100% obiektywna w stosunku do tego produktu, ponieważ ja odżywkę wcieram we włosy i dosłownie po kilku sekundach spłukuję. Nie mam czasu na 2-3 minutowe czekanie z odżywką na włosach. Z tego powodu wolę też na co dzień maski, ponieważ mają silniejsze działanie przez te kilka chwil. Wracając jednak do Yope, daje on radę wygładzić włosy. Są miękkie i łatwiejsze w rozczesaniu.
Skład również jest przyjemny, ale raczej nie zdecyduję się na kolejny zakup Mleka owsianego.
Zapach ma praktycznie identyczny jak szampon.


Skład
Szampon: Aqua, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Wheat Amino Acids, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Persea Gratissima Fruit Extract, Ficus Carica Fruit Extract, Trigonella Foenum-Graecum Seed Extract, Glyceryl Caprylate/Caprate, Propanediol, Avena Sativa Kernel Extract, Xanthan gum, Parfum, Sodium Benzoate, Citric Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Potassium Sorbate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Hexyl cinnamal, Linalool

Odżywka: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Wheat Amino Acids, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Persea Gratissima Fruit Extract, Ficus Carica Fruit Extract, Trigonella Foenum Graecum Seed Extract, Polyglyceryl-3 PCA, Dicaprylyl Ether, Lauryl Alcohol, Parfum, Lactic Acid, Avena Sativa Kernel Extract, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Xanthan Gum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Hexyl cinnamal, Linalool

Ocena końcowa
Niestety produkty nie zrobiły na mnie dobrego wrażenie. O ile odżywka jest w sumie ok, o tyle szamponu mam dość i marzę by już się skończył. Patrząc na składy innych produktów do włosów od Yope żałuję, że nie wybrałam innego zestawu, np. Orientalnego ogrodu. No cóż, sama nie wiem czy dam jeszcze szansę innym produktom. Być może skuszę się na odzywki, bo cena promocyjna jest naprawdę przyjemna. Mimo wszystko nadal mam ochotę na produkty do nawilżania ciała oraz mycia rąk.

A kto z Was używał kosmetyków do włosów od Yope? Jakie macie wrażenia? Czy Mleko owsiane również tak bardzo nie przypadło Wam do gustu?
Nowości Lipca

Nowości Lipca


Niestety tarczyca i inne problemy zdrowotne dają mi w kość, dlatego chociaż zmotywowana odpuszczam w pewnych momentach i dlatego u mnie takie przerwy :C Trzymajcie kciuki, by takich przerw było jak najmniej.
A co słychać u Was? Jak mijają wakacje? Gdzie już byliście, lub jakie macie plany na ostatnie 16 dni sierpnia? Kupiliście może na wakacjach jakieś ciekawe perełki kosmetyczne? U mnie w lipcu zebrało się kilka nowości w tym jedno odkrycie, które zmieniło nawilżenie mojej skóry, dlatego zapraszam do przeczytania :)


1. Zrób Sobie Krem potrójny kwas hialuronowy 1,5% - no to zacznijmy od mojego małego odkrycia. Chociaż już nie raz słyszałam o działaniu kwasu hialuronowego na skórę nie miałam okazji spróbować. W końcu zdesperowana brakiem dobrego nawilżenia ze strony jedynego nie obciążającego mojej cery kremu sięgnęłam po potrójny kwas ze ZRS. To był strzał w 10!

2. Yope naturalny szampon i odżywka mleko owsiane - i tu małe rozczarowanie. Szamponu nie lubię, bo mam problem ze zmyciem tego gagatka. Odżywka taka zwyczajna jak dla mnie. Oczywiście ciągle testuję, więc nie jest to moja ostateczna opinia ;)

3. Catrice kredka do brwi Slim'matic - nie było w drogerii mojej ulubionej kredki z Wibo, dlatego zdecydowałam się na automatyczną kredeczkę z promocji od Catrice. Nie zbyt się polubiłyśmy, ponieważ jest bardzo nie wydajna. Tak niewydajnej kredki dawno nie miałam, a i sztyft dziwnie zmienia kształt podczas malowania.

4. Bell Hypoallergenic Nude Liquid Powder - podkład który w szybkiej chwili stał się wręcz kultowy za sprawą youtuba. Musiałam spróbować i spróbowałam. Czy zachwyca, wciąż nie wiem. Muszę jeszcze dokładniej mu się przyjrzeć, ale spodziewałam się petardy od pierwszego nałożenia, a tu nie do końca tak pięknie jak mogłoby się wydawać ;p

5. Zrób Sobie Krem naturalny złoty olej jojoba - nigdzie nie mogłam znaleźć zdjęcia opakowania, ale tak, jedną z moich nowości jest olej jojoba. Niestety moja skóra nie lubi się za bardzo z olejami, ale lekka jojoba fajnie sprawdza się jako dodatek do glinki oraz w okolice oczu.

6. Lovely Sweet kissing powder HD - puder dorwałam na promocji w Rossmannie, a że potrzebowałam czegoś nowego to wrzuciłam do koszyka. Niestety nie do końca jest moim ulubieńcem, chociaż fajnie sprawdza się pod oczy, ale więcej napiszę w recenzji. 


Czy próbowaliście już te produkty? Dajcie znać czy znacie i co o nich sądzicie :D
Najlepsze tanie kosmetyki do makijażu do szkoły

Najlepsze tanie kosmetyki do makijażu do szkoły


Witam moi piękni. Jak mogliście zauważyć znów nie było mnie dłuższą chwilę. Niestety choroba dała w kość, ale po woli wracam do siebie. Okropnie stęskniłam się za blogowaniem i tworzeniem nowym makijaży, ale miałam duuużo czasu było nazbierać pomysłów i inspiracji.  
Dla wielu z nas za miesiąc rozpocznie się szkoła. Tak, dla mnie również, ponieważ poza makijażem postanowiłam rozwijać się też w kierunku paznokciowym. Od września zaczynam roczną szkołę manicure. Już nie mogę się doczekać, aż zaczną się zajęcia! Z tej okazji przygotowałam dla Was post z tanimi i jak dla mnie najlepszymi kosmetykami na często długie godzinny szkolne.
Jaki powinien być makijaż do szkoły? Moim zdaniem naturalny, długotrwały oraz szybki, bo komu chce się wstawać 2 godziny wcześniej, by wykonać piękne blendowanie czy idealnie podkreślić usta. 


Produkty podzieliłam na dwie podstawowe kategorie - dla osób lubiących mocniejsze krycie oraz dla tych, który wolą delikatne, typowo naturalne i świetliste wykończenie. 

1. Golden Rose Makeup Fixing Spray - myślę, że w obu kategoriach mogłabym polecić ten fixer. Jeśli nie chcecie zbyt często przeglądać się w lustrze i poprawiać makijażu warto spryskać buzie odrobiną sprayu fixującego. W tym przypadku tanim i świetnym produktem jest GR, który dość długo przytrzymuje makijaż na swoim miejscu. 19.90 zł

2. Wibo Mood Translucent Baking Powder - czy ktoś jeszcze nie zna tej nowości? Wibo niedawno zaprezentowało nam puder przeznaczony do wypiekania. Jest drobno zmielony, nie podkreśla skórek i fajnie gruntuje makijaż. Poza tym wiele osób porównuje go do osławionego już pudru z wyższej półki Huda Beauty Easy Bake Loose Powder, który kosztuje niemało, bo aż 172 zł. Cena Wibo, to 29.99 zł, więc myślę, że warto spróbować. 

3. Loreal Infallible Blush Paint Pinks i Ambers - która z nas nie ma czasami ochoty pobawić się kolorami rumieńców? Skoro nie mamy czasu na łączenie kolorów na powiekach, to nadajemy kolor naszym policzkom. Chociaż cena jest dość wysoka, bo na ezebra dostaniemy paletkę za około 55 zł, to pamiętajmy, że mamy tu aż 5 ślicznych odcieni. Są one lekko rozświetlające i można bez problemu je ze sobą mieszać. 

4. Sensique High Coverage Liquid Concealer - to moje małe odkrycie, które znajdziemy w drogerii Natura. Za jego stworzeniem stoi świetny wizażysta Daniel Sobieśniewski twórca pędzli Hulu. Korektor bardzo ładnie kryje i nie wysusza okolicy oka. Do tego kosztuje tylko 16.90!

5. Golden Rose Total Cover - w danej chwili mój ulubiony dobrze kryjący podkład. Ma piękne wykończenie i jest wydajny. Jedna warstwa daje naturalne krycie, dwie pozwalają na przykrycie niemal wszystkich niedoskonałości na skórze. Do tego odcień 03 Almond, który używam na fajny oliwkowo-żółty ton. Gdy tylko spróbuje czegoś nowego i tak zawsze wracam do Total Cover ;) 39.90 zł. 

6. Wibo Feather Brow - z rana nie chce mi się "walczyć" z pomadą, czy cieniami do brwi, które lubię używać na mokro, dlatego delikatne wypełnienie brwi kredką sprawia, że są one podkreślone i nie spędzam nad nimi zbyt wiele cennego o poranku czasu. 16.79 zł

7. Golden Rose Long Stay Brwow Gel - aby brwi były na miejscu przez cały dzień polecam utrwalający żel od GR. Nadaje subtelny kolor, a włoski są doskonale ułożone i nie muszę się o nie martwić. 20.90 zł. 

8. Golden Rose Terracotta Powder 04 - kocham ten bronzer! Ma idealny kolor, daje lekko satynowe wykończenie, jest mineralny i bardzo wydajny. Cudnie sprawdza się w codziennym makijażu. 25.90 zł. 

9. Makeup Revolution Reloaded Just My Type - rozświetlacz jest naprawdę piękny. Szampańsko -złoty odcień błyszczy się cały dzień. 15.90 zł 

1. Bourjois Healthy Mix - ja nadal jestem wierna klasykowi rozświetlających podkładów. Być może stacjonarnie do najtańszych nie należy, ale w internecie można znaleźć go w naprawdę przystępnej cenie. Dla fanek lekkiego krycia, szczególnie podczas pierwszych, ciepłych dni w szkole będzie idealny. Cena około 40 zł. 

2. Makeup Revolution Renaissance Illuminate Radiant in Rose - ale to jest ładne! W paletce znajdziemy naprawdę ślicznie błyszczący rozświetlacz, który może zastąpić nam również rozświetlający róż. Kolor brzoskwiniowo-różowy będzie wyglądał naturalnie oraz świetnie pasował do wielu karnacji. Kosztuje około 39 zł. 

3. Wibo Beach Cruiser HD Body&Face Bronzer 02 - bardzo dobrze napigmentowany perfumowany bronzer. Nie jest ani zbyt pomarańczowy, ani zbyt chłodny, dlatego bardzo fajnie sprawdzi do podkreślenia policzków. Daje lekko satynowe wykończenie przez co twarz nie jest płaska, a ładnie odbija promienie słońca.  29.99 zł. 

4. Golden Rose HD Concealer - bardzo polubiłam ten korektor pod oczy. W tej okolicy świetnie rozświetla i nie podkreśla zmarszczek. Ma również ładne krycie. Sprawdzi się też do rozjaśnienia centralnej części twarzy. Ma gąbeczkę, która ułatwia rozprowadzenie produktu, ale można ją zdjąć. Minusem jest to, że nagle zepsuł mi się klik i nie mogę wykończyć korektora :C 22.90 zł. 

5. Wibo Eyebrow Stylist Brązowy Żel Do Brwi - jeśli lubisz tylko przeczesać włoski kolorowym żelem, to tutaj najdziesz fajny i tani produkt dostępny stacjonarnie. Utrwalenie może nie jest szałowe, ale za to wygląda bardzo naturalnie. Fajnie sprawdza się też nałożony na podkreślone wcześniej brwi kredką lub cieniem. 12.59 zł 

Mam nadzieję, że post był przydatny i odkryliście nowe tanie propozycje do codziennego makijażu. A Wy jakich produktów używacie na co dzień? Po jakiej stronie jesteście - lekkie czy mocniejsze krycie? Ja w zależności od humoru i stanu cery :D
Recenzja: BIELENDA | Botanic Formula krem odżywczy z olejem z granatu + amarantus, czyli cudo dla skór bardzo suchych

Recenzja: BIELENDA | Botanic Formula krem odżywczy z olejem z granatu + amarantus, czyli cudo dla skór bardzo suchych


Witam moi drodzy. Jak mijają Wam wakacje? Kto już zaczął urlop? Opowiedzcie mi coś o swoich planach na letni odpoczynek!
U mnie dość sporo się działo przez ostatni miesiąc, ale w końcu wszystko wróciło do normy i mam nadzieję, że tak zostanie. Dziś przychodzę do Was z recenzją kremu Bielenda Botanic Formula, który dla skór suchych może być zbawienny, tłustym jednak może zrobić krzywdę.
Zazwyczaj nie kupuję tak bogatych kremów jak ten, ale skusiła mnie popularność nowej serii oraz cena. Na promocji zapłaciłam nie więcej niż 15 zł. Niestety jednak nie polubiliśmy się, ale być może Ty się zakochasz.

Informacje o produkcie
Bielenda Botanic Formula to krem bogaty w naturalne wyciągi roślinne, który głęboko odżywia, wzmacnia i rewitalizuje skórę. Optymalnie nawilża, zmiękcza i uelastycznia naskórek, zapobiega wiotczeniu i przedwczesnemu powstawania zmarszczek. Koi, łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia i łuszczenie skóry, ogranicza powstawanie wyprysków, wyrównuje koloryt. Zapewnia cerze idealny wygląd i wydobywa jej naturalne piękno.
Botaniczny krem odżywczy do każdego rodzaju cery, zwłaszcza suchej, osłabionej, skłonnej do podrażnień, zaczerwienień, łuszczenia się i powstawania wyprysków.
Krem na dzień/noc. Zawiera filtr UV. Można stosować pod oczy.
 

• Produkt: Bielenda Botanic Formula krem odżywczy z olejem z granatu + amarantus
• Cena: 27.99 zł/ 50 ml
• Gdzie kupić: Drogerienatura.pl | Drogeriapigment.pl | Cocolita.pl

Działanie
Pierwszą rzecz jaką zauważyłam po otwarciu kremu to piękny zapach. Jestem bardzo słaba w opisywaniu zapachów, ale moim zdaniem czuć tu owoce połączone z kwiatami. Zapach dość oryginalny, ale bardzo ładny, niezbyt drażniący nos, chociaż wyczuwalny.
Opakowanie to szklany, solidnie wykonany słoiczek.
Co najważniejsze krem naprawdę dobrze natłuszcza skórę. Powiedziałabym nawet, że rzeczywiście czuć lekkie odżywienie naskórka, szczególnie, że nakładałam krem na bardzo suchą, odwodnioną skórę, którą starałam się doprowadzić do normalności. Po wieczornym użyciu kremu rano skóra nadal była miękka i miła w dotyku.
Krem pozostawia lekko tłusty film na skórze, co wieczorem nie było dla mnie większym problemem. W dzień niestety kompletnie nie sprawdził się pod podkład. Mam wrażenie, że fluid ważył się na tym kremie i szybciej "zjeżdżał" w ciągu dnia.
Krem fajnie wygładzał naskórek, aczkolwiek do skóry tłustej/mieszanej raczej bym go nie poleciła. Zapchał tragicznie moje pory (i nie tylko moje, ale znajomego, który testował krem również). Na buzi pojawiło się sporo większych wyprysków oraz drobna kaszka, która wyskakuje u mnie własnie wtedy kiedy krem jest zbyt bogaty lub ma dużo gliceryny. Niestety krem nie ogranicza powstawania wyprysków jak zapewnia producent, wręcz je powoduje.
Na dłuższą metę nie byłam w stanie wykorzystać kremu nakładając go na całą buzię, ale fajnie sprawdza się pod oczami i w tym obszarze nie robi mi krzywdy.
 

Skład
Aqua (Water), Tripelargonin (emoleint z nasion ostropestu), Oryza Sativa (Rice) Bran Oil (olej ryżowy), Sorbitan Stearate (emulgator), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea), Squalane (skwalan), Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil (olej z nasion babassu), Macadamia Integrifolia Seed Oil (olej macadamia), Glycerin (gliceryna), Ethylhexyl Stearate (emolient), Glyceryl Stearate (emolient), Cetearyl Alcohol (alkohol tłuszczowy), Betaine (betaina, pochodna gliceryny), Tocopheryl Acetate (wit.E), Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil (olej z pestek granatu), Amaranthus Caudatus Seed Extract (olej z nasion szarłata zwizłego), Tocopherol (wit.E), Beta-Sitosterol (emolient, stabilizator), Squalene (skwalan), Ascorbyl Palmitate (antyoksydant), Sorbitol (humetant), Sorbityl Laurate (emulgator), Xanthan Gum (stabilizator, zagęstnik), Disodium EDTA (konserwant), Citric Acid (kwas cytrynowy), Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol (konserwanty), Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool (sub.zapachowe). 
 

Ocena końcowa
Uważam, że krem sam w sobie jest bardzo dobry, ale niestety nie dla skór tłustych. Obecnie mam skórę mieszaną odwodnioną i jak pisałam wyżej nie byłam w stanie zużyć kremu, ponieważ pogarszał on tylko stan mojej cery. Myślę jednak, że fajnie sprawdzi się u osób z bardzo suchą skórą, które nie mają problemu z używaniem masła shea, gliceryny czy mieszanek olei w jednym produkcie.

Kto z Was używał już tego kremu? Jak zareagowała Wasza skóra? Może używaliście już innych produktów z serii Botanic Formula? Który polecacie?
Makijażowy tutorial: Czerwone half cut crease z szampańskim różem

Makijażowy tutorial: Czerwone half cut crease z szampańskim różem


Witam serdecznie kochani. W końcu odważyłam się rozpocząć serię nad która długo się zastanawiałam, czyli makijażowe tutoriale. Sama często korzystam z takich tutoriali i łapię dzięki nim inspirację. Mam nadzieję, że i Wy znajdziecie u mnie trochę inspiracji, a posty pomogą Wam w odtworzeniu dziennych, jak i tych bardziej szalonych makijaży. 
Oczywiście mój pierwszy wpis być może nie jest idealny, musicie mi wybaczyć, ale mam nadzieję, że z wpisu na wpis zdjęcia oraz użyte produkty ulegną poprawie i będą bardziej różnorodne.
Na pierwszy rzut przygotowałam dla Was bardzo łatwe half cut crease z rozświetlającym, szampańskim różem oraz kreską.



1. Pierwszą rzeczą jest wstępne wypełnienie brwi przy pomocy Wibo Feather Brow Creator w kolorze Dark Brown oraz najciemniejszego cienia z paletki Kobo Matt Eye Shadow Set. Następnie wyrysowuję (czyszczę) dół brwi cienkim, płaskim, syntetycznym pędzelkiem i korektorem Golden Rose HD Concealer.

2. Na powiekę nałożyłam bazę z tego samego korektora i przypudrowałam pudrem transparentnym z Golden Rose.

3. Następnie na załamanie powieki nakładam czerwony cień z palety Makeup Revolution Newtralss 3 i blenduję w górę oraz tworze lekko zaokrąglone kocie oko.

4. Na powiekę nakładam puchatym, ale bardziej płaskim pędzelkiem dwie warstwy brązowego cienia z tej samej paletki i blenduje go z czerwienią.

5. Puchatym czystym pędzelkiem i jasnym cieniem rozcieram granice ceni.

6. Kolejnym krokiem jest odcięcie half cut crease. Odcinam go korektorem GR HD i na nakładam na bazę z korektora połyskujący szampańsko-różowy cień z palety MUR Iconic Vitality. Na to dodaję odrobinę połyskującego złota, a granice matowego cienia i half cut crease delikatnie zacieram brązem, którego używałam wcześniej.

7. Maluję czarną kreskę i mokrą chusteczką wycieram niepotrzebny cień, by powstał kształt kociego oka.

8. Dolną powiekę uzupełniam czerwonym cieniem, dokładam na niego brąz, rozcieram, by ładnie się połączyły. Krawędzie blenduję czystym pędzelkiem z odrobiną jasnego cienia, a wewnętrzny kącik rozświetlam cieniem w kolorze różu oraz odrobiną rozświetlacza Lovely w różowym odcieniu. Na linię wodną nakładam biała kredkę. Tuszuję rzęsy, przyklejam sztuczne Kiss... i gotowe!
Na koniec uzupełniam braki w brwiach, które zawsze widzę po wykończeniu makijażu.



Chociaż wydaje się to dość skomplikowane wcale takie nie jest, a pewne elementy można zastąpić i przyśpieszyć makijaż. Wcale nie musisz używać dodatkowo rozświetlającego złota na powiecie, a kącik rozświetlić możesz tym samym szampańsko-różowym cieniem, który położyłam na odcięcie. Sztuczne rzęsy też nie są obowiązkowe :D

Czy chcielibyście zobaczyć następnym razem? Na jaki tutorial macie ochotę?
Copyright © 2014 Olga's makeup and beauty , Blogger